Zużyte produkty i mini recenzje

Cześć. Zdecydowałam się jednak na jakiś czas zrezygnować z projektu denko, nie widzę już większego sensu pisania o tych samych rzeczach, bowiem dużo produktów zaczęło się powtarzać, a szkoda marnować Wasz czas na czytanie w kółko o tym samym. Raz w miesiącu pojawi się więc wpis o zużytych produktach, które uznam za warte przedstawienia  i podzielenia się recenzją na ich temat. Mam nadzieję, że taka forma przypadnie Wam do gustu. Do  dzisiejszego wpisu wybrałam 3 produkty.
Krem Balea z Q10 
Płyn micelarny lipowy Sylveco 
Peeling do ciała z masłem shea róża japońska i geranium Orientana



Krem Balea Q10 dostałam na jednym ze spotkań blogerek, www.promoszop.pl pozwolił wybrać sobie kosmetyki do testów. Krem zachwycił zarówno działaniem - doskonale nawilżał i uelastyczniał skórę, lekką konsystencją i przyjemnym, delikatnym zapachem. Jeśli kiedyś zdecydujecie się skusić na produkty Balea gorąco polecam zabrać również do koszyka ten krem.


Peeling z Orientany zakupiłam sama, nie powiem ciężko było mi wydać za 200 gramowy peeling do ciała 40 zł, ale skusiły mnie pozytywne opinie. Produkt jednak nie stał się moim ulubieńcem. Nic nie pobije peelingów od Fresh & Natural - które niestety są już niedostępne. Peeling Orientany nie należy do złych, jest bardzo przyzwoity, dobrze złuszcza, jest dość mocnym zdzierakiem, nie trzeba po nim używać balsamu. Jednak za cenę 40 zł fajerwerków nie ma. Konsystencja jest zupełnie inna od peelingów Fresh&Natural- nie mamy cukru i olejku, zresztą zobaczcie same, zrobiłam zdjęcie tuż po otwarciu:
 Skład:

Jeśli chodzi o zapach to musicie naprawdę kochać róże, mnie ten zapach jednak nie przekonuje, szybko mi się znudził, do tego miałam go dość na ręczniku, ubraniach. Może inna wersja zapachowa byłaby lepsza. Wydajność 3 użycia na całe ciało, za cenę 40 zł dość kiepsko.
Sylveco lipowy płyn micelarny - zachwalany na różnych blogach, kanałach yt, nie zapomnę mojego niedoczytania, zamówiłam płyn na doz, a kiedy go otrzymałam zdziwiłam się , że za cenę 17 zł buteleczka jest taka mała i ma 200 ml, cóż mój błąd, postanowiłam jednak dać mu szansę.Niestety nie stał się moim hitem. Pierwszy minus to zapach dla mnie pachnie szpitalnie, po drugie zauważyłam, że na pozbycie się za jego pomocą makijażu zużywam więcej płatków, jest więc mało wydajny, Za tą cenę oczekiwałam czegoś innego.

Znacie produkty o których napisałam?
Pozdrawiam

10 komentarzy:

  1. W końcu jakiś produkt z firmy Balea, który nie jest do kąpieli, super! Szkoda tylko że w Polsce z dostępnością tych produktów jest tak kiepsko.
    Peeling cena od razu odstrasza, konsystencja jak tego typu produkt wydaje mi się strasznie delikatna i mam wrażenie, że za dobrze nie złuszcza, pomimo że sądzisz, że to dobry zdzierak.
    Płyn miceralny z Sylveco, chyba większość produktów z tej firmy pachnie szpitalem ;/ a szkoda, bo składy mają fajne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam jedynie lipowy płyn micelarny, ale nie zrobił na mnie wrażenia.
    Ps. Dostałaś ode mnie nominację Liebster Blog Award. Szczegóły u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. muszę te płyn micelarny kupić

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam akurat żadnego z tych produktów. Szkoda, że ten peeling się u Ciebie nie sprawdził. Konsystencja faktycznie trochę dziwna....

    OdpowiedzUsuń
  5. ja coś nie mam zaufania do używania Balea do twarzy. kurcze boje się, że coś mi powyskakuje, bo jednak nie jest łatwo dostępny w Polsce i nie zawsze jest wystarczająco dużo opinii, aby móc ocenić komu on służy a komu nie :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Interesujacy ten krem z balea, szkoda, że słabo dostępny :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam żadnego z tych produktów

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze wiedzieć, że ten krem z Balea jest tak fajny :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Żadnego z nich nie używałam i powiem Ci, że też skąpiłabym wydać taką kasę na peeling. Teraz mam zamiar ten kosmetyk robić sama, z kawy, soli czy cukru - w domu zawsze coś sie znajdzie :-)

    OdpowiedzUsuń