Maseczki do twarzy, których używam

Hej. Dziś post o pielęgnacji, a konkretnie o maseczkach do twarzy, które stosuję już od jakiegoś czasu i przyszła pora się o nich wypowiedzieć. Maseczki są stałym elementem mojej pielęgnacji, staram się w tygodniu wykonać chociaż dwie. 3 maseczki, które goszczą w mojej łazience prezentują się tak:


Zacznę od maseczki oczyszczającej, której używam najdłużej. Jej formuła oparta jest na bazie masła kakaowego i masła shea, wzbogacona witaminą E, glinką zieloną. Ma delikatnie ściągać skórę i głęboko ją oczyszczać z zanieczyszczeń i toksyn. Dodatek olejku ze słodkich migdałów, aloesu, rumianku oraz protein mleka ma koić naszą skórę, nawilżać, powodować, że będzie miękka i gładka. Pozostawiamy ją na twarzy kilka minut i zmywamy wodą - ja preferuję ten sposób, chociaż można zetrzeć wacikiem. 






Maseczka Palmers ma gęstą konsystencję przez co łatwo się ją aplikuje na twarz. Pachnie bardzo przyjemnie. Zawsze zmywam tą maseczkę, kiedy czuję, że moja twarz jest już wystarczająco ściągnięta. Na szczęście na tym koniec wad. Produkt robi to co powinien, wygładza naszą skórę, czujemy, że jest oczyszczona, ale bez efektu skrzypienia jak po czarnym mydle. Ja po niej obowiązkowo stosuję olejek Evree , choć nie jest to konieczne, bo maseczka nie wysusza skóry. Nie zauważyłam tylko działania na zaskórniki, a byłoby super, gdyby takie było. Jest to fajna maska, którą polecam. 

Piwna maseczka z Manufaktury - zawiera bogate w witaminy i substancje mineralne drożdże piwne, regenerujący olej z pestek winogron, nawilżające masło shea, leczniczy panthenol, zmiękczający kaolin. Głęboko nawilża i regeneruje, nadaje skórze elastyczność i czyni ją jedwabiście miękką. Zostawiamy ją na 20 minut i ścieramy pozostałości wacikiem. 






Maseczka piwna bardzo dobrze sprawdza się na mojej cerze. Nakładam ją wieczorem, nadmiar zbieram wacikiem po 20 minutach, czasem trzymam pół godziny, a zdarzyło się, że zostawiłam ją na noc. Skóra jest bardzo przyjemna w dotyku, miękka i gładka, wygląda zdecydowanie lepiej, jakby była odżywiona i dostała zastrzyk energii. Konsystencja jest średnio gęsta, przypomina mi krem do twarzy. Minusem jak dla mnie jest zapach - specyficzny, męski - nie przepadam za nim. Jest to dobra maseczka i mogę ją polecić. 

Maseczka Oriflame Optimals Aqua Refresh - na opakowaniu nie mamy opisu w języku polskim, znalazłam w internecie, że jest to maseczka odświeżająca, posiada nawilżający kompleks i ekstrakt z czerwonych alg. Nie przekonuje mnie jej skład, zobaczycie go poniżej.






Maseczka Oriflame ma zupełnie inną konsystencję, co widać na zdjęciu. Używam jej stosunkowo krótko, ale co nieco mogę o niej powiedzieć. Trzymam ją 10 minut i zmywam. Pachnie jak kremy z serii Solutions z Avon - tak mi się kojarzy. Zapach nie szczególnie mi się podoba. Efekty są marne. Skóra nie jest jakoś specjalnie nawilżona, mam wrażenie, że wręcz odwrotnie. Jedyne co zauważyłam to efekt delikatnego rozświetlenia. Nie wiem jakoś nie przekonuje mnie ta maseczka. Zobaczymy czy zmienię jeszcze o niej zdanie. 

Znacie moje maseczki? Jakie produkty tego typu polecacie? Macie swoich ulubieńców? 
Pozdrawiam:*

15 komentarzy:

  1. Zainteresowała mnie maska Palmers, nawet nie wiedziałam, że firma ma maseczki do twarzy. Szkoda, że nie podałaś ceny, zaraz sobie ją sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam żadnej z tych masek, a ja bardzo lubię tego typu produkty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam że żadnej z tych masek nie znam. Zdecydowanie najczęściej sięgam po te saszetkowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja musiałabym uzupełnić swoje maseczkowe zbiory, zaciekawiła mnie ta z Palmersa

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam żadnej z tych, zaciekawiła mnie ta z Palmers ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie używałam żadnej z tych maseczek, ale mnie też zaintrygował Palmers. Ja bardzo lubię maseczki w saszetkach z Ziaji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żadnej z nich jeszcze nie miałam. Ostatnio używam maseczkę dziegciową oraz z Tołpy rozświetlającą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystkie fajne ;) ale ja lubię takie maski w saszetkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam chęć na Piwną maseczkę z Manufaktury :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dwie pierwsze maseczki bardzo zachęcają swoim składem :) Ja bardzo lubię glinkę Ghassoul :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znałam tych maseczek, dzięki za polecenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Żadnej nie miałam, muszę zrobić w końcu porządek ze swoimi maseczkami, mnóstwo mam pozaczynanych.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zazdroszczę Ci tej piwnej, czytałam, że jest rewelacyjna. Ta z Oriflame natomiast mi nie podeszła. Podrażnia moją skórę i zbyt intensywnie pachnie :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja uwielbiam maseczki:) miałam chyba ta z oriflame dawno temu, ale nie pamiętam już jak działała chyba gdzieś na blogu o niej pisałam.

    OdpowiedzUsuń